Śnią mi się nosy. Czuję oczami fakturę skóry i jej smak. Zmysły skrystalizowały się i teoretycznie jestem jednokomórkowcem. Skóra, choć wygląda jak biały lukier smakuje jak szkło. I odbija mój kwaśny zapach.
W południe możemy zagrać partię szachów i przyciskać oczy bez powiek, czekając na stuk do drzwi i chichot od ucha do ucha. W międzyczasie ktoś będzie wygrywał rytmy na szklanym blacie. Palcem, pionkiem albo zniecierpliwieniem.